
then it comes to be that the soothing light at the end of your tunnel
is just a freight train coming your way
w arionim życiu pełno takich pociągów.
ten, który w chwili obecnej wprawia już w drganie tory, jest niezwykle piękny.
nawet gdybym mogła, nie wiem czy chciałabym uskoczyć.
nie, raczej nie. nieco to sprzeczne z jakiś czas temu nabytym celem na życie miejmy nadzieję całe -
- poszerzać horyzonty czucia.
nieistotne czy mowa tu o smutku, tęsknocie, gniewie, rozkoszy, czy szczęściu.
czuć jak najwięcej i jak najintensywniej.
nawet jeśli kosztem jest rozpłaszczenie na zasmolonej twarzy pędzącej lokomotywy.
i krótka ulga, gdy pęd maleje i człowiek spada na niezdziwioną trawę, bez sił.
i tylko cieszy się, że pod policzkiem nadal jest ziemia. pachnąca ziemią i tuląca ziemii miękkością.
być może pozorną.
jutro opuszczam szwecję.
chciałabym, żeby było to wczoraj.
albo przedwczoraj.
w mgnieniu oka, jak przebudzenie ze zbyt złego lub zbyt pięknego snu.
świadomość powrotu wżera się boleśnie w każdą sekundę.
tęsknię do polski.
tęsknię do szwecji.
waga w stanie nieznośnej równowagi, chciałabym rzucić w nią kamieniem i poruszyć. przewrócić. wygrać.
zmieszać czerwień, biel, żółć i błękit i przerzucić z nich tęczę bifrostu.
jutro opuszczam szwecję.
wybór słowa nieprzypadkowy.
po części porzucam też siebie, część odnalezioną i zakopaną w drogim, skalistym szwedzkim łonie.
i ten nieprzeparty gest
otrząsania się
z siebie
i ze światów.
Arion 2007-09-15
skomentuj (7)
- autotrepanacja -
nie mogę spać.
coś się dzieje, coś bardzo dziwnego i strasznego - we mnie.
boję się przyznać przed sobą, wypuścić na światło dzienne i pozwolić zniknąć.
przywiązanie? bezpieczeństwo? wygoda?
to wszystko takie znajome... tak oswojone.
wrosłe we mnie.
oderwanie zaboli? nie wiem, to jeszcze przede mną.
wstrząśnie? zapewne.
jak wytrzymam? nie wiem.
tak się boję.
to nie jest gwałtowny strach, ani trochę dramatyczny, zero paniki.
to obawa i wycofywanie się wgłąb siebie, konsekwentne zamykanie.
dotarłam do zbyt wielu irracjonalnych barier, bym mogła je dłużej przed sobą ukrywać bez jawnego wewnętrznego ośmieszenia.
to koniec ucieczek i obezwładniająca chęć schowania się pod kołdrą w ramionach snu.
to trudne.
budzi opór.
mówi nie.
co mówię ja?
właśnie.(?)
Arion 2006-12-03
skomentuj (3)
- my nice -
Niebo się gniewa,
Obłoki nadbiegają w tłumie!
Szczęśliwe drzewa!
Będą się mogły wyszumieć!
ten czterowers to zbrodnia przeciw mojemu spokojowi, to rzut pustki w tęsknotę za możliwą do wypełnienia pełnią.
to najperfidniej wypięty we mnie tyłek współczesności.
Arion 2006-11-23
skomentuj (3)
- like houses of cards -
jak to jest mieć świadomość, że działa się według pewnych określonych wzorców i mimo tej wiedzy nie potrafić temu przeciwdziałać?
chujowo.
epitet dobrany w oparciu o zasadę ekwiwalencji, a w stosunku do efektu, jaki rzeczone zachowanie i jego skutki na mnie wywierają, jest on cholernie ekwiwalentny.
najpierw było przeczucie, potem wrażenie, myśl, kilka chaotycznie rozrzuconych faktów, a teraz fakt w całej swej oczojebnej krasie, którą mam ochotę potraktować możliwie wrednym rozpuszczalnikiem.
...którym nie dysponuję, tak (:
wyhoduję sobie drzewo kokosowe.
będę pod nim wysiadywała i czekała aż wreszcie jakiś orzech przetrąci mi parę klepek i wbije do głowy sensowne rozwiązanie.
obawiam się tylko, że będę już wtedy w wieku emerytalnym.
gott.
/arioni gest seryjnego strzelania sobie w łeb/
/log off/
Arion 2006-11-21
skomentuj (1)
- niespłoszone -
lubię dyndać jednorazówką z piwem
a potem patrzeć jak piana występuje z brzegów puszki
spływa po kolorowym aluminium na palce
i wraca do ziemi
tak naturalnie
tak po prostu
lubię skrzyżowania o trzeciej nad ranem
białe pasy na asfalcie czarniejszym od miejskiego nieba
puste, zastygłe i kuszące w zielono-czerwonym cieniowaniu
skrzyżowania mnie ze światem
który tylko udaje, że zasnął
lubię kontury drzew z zapowiedzią zachodu w tle
lubię je tak bardzo, że pozbawienie każdego z liści własnego imienia
wydaje mi się czasem przedziwnym niedopatrzeniem
lubię jesień
to ta pora, w której wreszcie mogę zobaczyć moje myśli
mogę zobaczyć słowa, krzyk i śmiech
w urywanych kłębkach wodnej pary
uroczo i przeciw grawitacji zajętych wznoszeniem
lubię czas
bo dzięki niemu każda chwila przybliża mnie do ciebie
i te dni kiedy moją największą zbrodnią wydaje się
zostawienie w domu kartki i ołówka, żeby zapisać tę właśnię nadzieję
że wszystkie drogi do ciebie prowadzą
i każdy krok - do apteki, monopolu, lodówki
monitora - to ciągle topniejące odległości
lubię mrugać oczami
bo każde mrugnięcie powiek
to jedno mrugnięcie powiek mniej bez ciebie
a teraz niech ktoś mi powie
dlaczego miałabym się nie uśmiechać
Arion 2006-09-19
skomentuj (7)
- cytrynocny opatrunek -
Czasami wydaje mi się, że nie zniosę już ani grama, ani sekundy, ani twarzy, ani myśli więcej. Ludzkie ciało nie jest przecież tak wytrzymałe. Dusza, eteryczna dusza utkana z tak delikatnych i małych włókienek, że aż niewidoczna, nie zniosłaby takiego obciążenia. Ta obłąkańcza szarża rozbiłaby ją w galaktyki stłuczonych półbytów. A jednak.
A jednak!
Moje ręce
zupełnie się już wyciągnęły.
To myśli wielu nocy, między innymi dzisiejszej. Zarwana z wielu powodów, z których jedynym chyba zdatnym do publicznego wspomnienia są wiersze zebrane Jacka Podsiadło, któremu udało się stworzyć przejmujący, przecudowny, przeraźliwy korytarz przestrzelony przez sam środek autora, żebym mogła sama sobie podać rękę i wyciągnąć na bezsłowną rozmowę.
Pan Podsiadło mnie upił. Proszę Pana Poety, pan spił mnie jak małolatę pachnącą miejscami jeszcze zieloną, cytrynową skórką. Takie upojenie zbawienne jest dla wątroby, ryzykowne dla serca. Ale to pragnienie, nieposkromiona pogoń za niebezpiecznymi wychylaniami na ostrych zakrętach i czarnych punktach, nie pozwala mi się takim banałem przejmować.
Kim jesteś?
- padło pytanie.
Jestem samą krawędzią!
Arion 2006-09-17
skomentuj (0)
- poręczowanie -
Wiatr wie jak trzeba nacichać
Za oknem - mrok się kołysze
Nie widać świata nie słychać
Lecz ja coś widzę i słyszę
Ktoś z płaczem ku mnie z dna losu
Bezradną wyciąga rękę
Nie znam obcego mi głosu
Ale znam dobrze tę mękę
Zaklina, błaga i woła
Więc w mrok wybiegam na drogę
I nic nie widząc dokoła
Zrozumieć siebie nie mogę
W brzozie mgła sępi się wiotka
Sen pusty!... Wracam do domu
Nie, nikt się z nikim nie spotka
Nikt nie pomoże nikomu
nie jest mi smutno. nie tak do końca.
to taki... arioniczny stan nadodczuwania.
ta piosenka też nie jest smutna, jest po prostu świadoma. tak życiowo, tak niejednostronnie, niewyraźnie, nieopisanie. kiedy empiryczne dowody mówią nie, a my mimo wszystko brniemy w świat według siebie, bo nie potrafimy inaczej. właściwie - nie chcemy inaczej. takim właśnie atramentem napisano jej tekst.
dziwny dramatyzm, ale bez patosu.
frustracja, ale bez gwałtowności.
ślimak, ale bez muszelki.
tak naprawdę się uśmiecham (:
Arion 2006-09-10
skomentuj (1)
- prawie o czwartej nad ranem -
no... to reanimacja ;D
nie wiem skąd ten dobry nastrój, bo czuję się fatalnie. ale niech będzie.
tyle się tego nagromadziło przez połacie milczenia, że nie wiem od czego zacząć. nie będę tutaj niczego streszczać ani wyjaśniać - kto był ze mną, wie o czym mówię. nikt nie wie wszystkiego, rzecz jasna ]:> moje, moje, moje własne cienie. nie chronią od słońca, więc nikomu do szczęścia potrzebne nie są. mi w sumie też nie, ale to się wytnie ;)
hm... co byłoby odpowiednie na notkę otwierającą [oprócz zapowiedzi nowego szablonu, który zdecdowanie by się przydał ;)]...
będzie alfabetycznie, żeby nie było - podziękowania pololkonowe.
Andarkowi za mruczące ciasteczkowanie i przyczajonego jenota
Antaress za to, że jest samolotem
Bzykowi za jego plakaty
DaGowi za czizburgery i wspólne powrotowanie
Delfinkowi za delfinienie z uśmiechem na pyszczku
Draggiemu i Albertowi za najwspanialszą sesję w moim życiu
Fynn za użyczenie wygodniutkiego kawałka podłogi i równie wygodnego kawałka łóżeczka
Hariemu za niezastąpione bardowanie
L33tkowi za bajeczki i spowolnionego lemura z animal planet
Pei za słodki obrazek, absynt i żółwika z uszkiem
Pestce za wspólne komarowe cierpienia
Recowi za dokumentowanie całego zboczuchowania, żeby Arionik mógł potem wspominać i tęsknić tak jak teraz
Sivemu za najbardziej spiczaste cycki jakie widziałam
Skajowi za, choć krótkie, warczenie
Szopenowi za aldente paluszki odpowiednio podane
Szpiegowi z krainy Deszczowców, którego imienia tu nie podam, bo zrobi ze mnie abażur za coś, o czym nie powiem, bo nie
kony są jak turnieje - jedziesz, zapominasz, wracasz i tęsknisz.
echu.
Arion 2006-09-05
skomentuj (2)
- ! -
a ja?
gdzie jestem ja?
Arion 2006-08-17
skomentuj (1)
~KSIĘGA GOŚCI~